Co się przydało w szpitalu?

16:29. Miś już świeci, dziecko śpi, matka popija herbatę i analizuje.

Dziwny pomysł, ale tak sobie myślę, że są trzy rzeczy, które pomogły mi (mi, nie dziecku, mi, dorosłej) przetrwać szpital.

Nie chcę nikogo z Was wysyłać do szpitala, życzę wszystkim zdrowia, ale sama chciałabym, żeby kiedyś ktoś mi to poradził. Wyobraźmy sobie sytuację, że trafiacie z Waszym dzieckiem do szpitala. Co sprawdziło mi się najbardziej.

1. Notatnik i długopis
Podobnie jak w przypadku patologii ciąży, porodu i sal poporodowych notatnik, zeszyt z notatkami to podstawa. Ja zapisuję wszystko, o której jaka temperatura, ile Paweł jadł, kiedy jaki lek podano i co to za lek (za każdym razem pytam osoby podającej co to i w jakiej dawce). Mam pamięć dobrą, ale krótką. Kogoś może śmieszyć zapis dot. zjedzonej kaszki, ale przestaje być śmieszne to w momencie, kiedy po 6 godzinach lekarze dopytują jak apetyt i ile dziecko dokładnie zjadło. Pytania na obchód też się znalazły w moich zapisach.
Dodatkowo jeżeli wymienialiśmy się z Michałem, wystarczyło, że spojrzał w moje notatki i wiedział (on nie prowadził zeszyciku, bo ma lepszą pamięć, ja w nerwach zapominam, łatwo mnie rozkojarzyć).

2. Tablet
Paweł dostawał antybiotyk dożylnie. Próbujcie przez 20 minut trzymać roczniaka na kolanach, żeby nie wyrwał cennego wenflonu. Jakoś sceptycznie podchodziłam do pomysłu zakupu tabletu kilka miesięcy temu, a teraz widzę jak bardzo się przydał. Nagrałam bajki, jakieś rysunkowe zapychacze na tablet i dziecko siedziało jak zahipnotyzowane, a lek był podany.

3. Rogal do spania/kochanek
Po raz kolejny kochanek się przydał. Nie wyglądało to jak w innym szpitalu , czyli tak

Tym razem przymykano oko na zmęczonych rodziców śpiących z dziećmi (w tym samym czasie, gdy dzieci). Mój rogal służył za poduchę, coś do przytulenia, pachniał domem i pomagał zasypiać.

Ani sobie, ani nikomu nie życzę szpitala, ale nic nie poradzę, że mam takie przemyślenia. Jakoś mnie naszło.