Domowy pasztet z indyka i o anemii słów kilka

Ze szpitala wyszłam z hemoglobiną na poziomie 9,3 (standard to 12) i zaleceniem spożywania żelaza w tabletkach.

Gdzie jest żelazo?
W domu postanowiliśmy na własną rękę wzbogacić moją dietę w żelazo. Poczytałam i okazało się, że ogólna zasada jest taka, żeby *jeść mięso* (indyk, cielęcina, wieprzowina, podroby, dorsz, morszczuk), bo Fe z mięsa jest bardziej przyswajalne, ale i warzywa i inne (mniej przyswajalne, ale dobrze też je spożywać: buraki, zielone warzywa, zółtka jajka, pieczywo pełnoziarniste, suszone owoce, dynia, słonecznik itp.).

Problem z wchłanialnością żelaza
Druga zasada to to, że samo Fe się nie wchłonie. Potrzebuje pomocy w postaci wit. C (brokuły, czerwona papryka, natka pietruszki, czarne porzeczki, pomidory, ziemniaki), B12, B6, kwasu foliowego (mięso, zielone liściaste, banany). Dlatego, gdy jemy coś bogatego w żelazo, należy to łączyć z produktami bogatymi w powyższe witaminy.

Żelazo wypłukują szczawiany (szczaw, rabarbar, czekolada), fosforany (rzeczy w proszkach), kawa, herbata, produkty bogate w błonnik i nabiał. Z tego zrezygnować!

Brak żelaza a dieta mamy karmiącej
I teraz największy problem. Mama karmiąca w teorii nie powinna na początku jeść kilku niebezpiecznych i potencjalnie alergizujących rzeczy: cytrusy (wit. C :/odpadają soki ze świeżo wyciśniętych pomarańczy :( ), orzechy, produkty wzdymające, potrawy smażone na głębokim oleju i ostre przyprawy. Tak naprawdę mogłabym ryzykować i pozwolić sobie na te produkty, ale eksperymenty z jedzeniem wolę prowadzić tak, że codziennie wprowadzam coś nowego. Wczoraj loda świderka (moje kochane lody!), dzisiaj czekoladę, jutro coś innego. Póki co syn jest gruboskórny i nie ma (odpukać!) żadnych wysypek po tym, co zjem.

Co na kanapki?
Dużo żelaza jest w indyku.

Położyłam się spać, a w kuchni działał mój mąż. Robił zdjęcia i cały pasztet (stąd całkiem inne zdjęcia, inna ręka, inne oko).

Udziec z indyka wkładamy do garnka i gotujemy w wodzie (do wody potem dodajemy warzywa i mamy przepyszny rosół!).

P8170075.JPG

Mięso wyjmujemy z rosołu, kroimy drobno.

P8170078.JPG

Przerabiamy mięso na miazgę.

P8170079.JPG

Nie mogłam zrobić pasztetu z oliwkami i suszonymi pomidorami. Wybrałam coś pewnego, coś co na 100% nie uczuli mi dziecka. Padło na marchew. 2 marchewki obieramy.

P8170080.JPG

Ścieramy na tarce.

P8170094.JPG

Wrzucamy na łyżkę masła na patelnię.

P8170095.JPG

Dodajemy marchewkę do mięsa.

P8170100.JPG

Wrzucamy trochę pokrojonej natki pietruszki.

P8170101.JPG

4 jajka.

P8170102.JPG

2 łyżki masła.

P8170105.JPG
P8170107.JPG

Dodajemy kilka łyżek bułki tartej.

P8170108.JPG

Wkładamy pasztet do keksówki (jak widać, my się nie dorobiliśmy takowej :) ). U nas zawinięto pasztet w folię aluminiową i na szybko spreparowaną aluminiową keksówkę :)

P8170111.JPG

Wkładamy do piekarnika na 60 minut, temperatura ok. 150 stopni. Obserwujemy pasztet, żeby się nie spalił (każdy piekarnik jest inny), a my robimy w opiekaczu halogenowym, więc też całkiem inaczej.

P8170124.JPG

Pasztet wygląda tak:

P8180218.JPG

A na kanapkach tak. Zawsze jemy pasztet z czymś, co może mieć witaminę C. Sięgnęłam po sałatę i pomidora.

P8170173.JPG

I po natkę pietruszki.

P8180224.JPG

A na obiad mieliśmy pyszny indyczy rosół.

P8170125.JPG

I jak?
Rewelacja, bez przypraw a smakowało aż się uszy wszystkim trzęsły. Pasztet zniknął następnego dnia.