Coś tu poszło nie tak jak powinno.
Pochodzenie przepisu
Składniki
- łosoś – 300g
- sok z pomarańczy – 2 łyżki
- śmietana 36% – 2 łyżki
- bób – szklanka ugotowanego i obranego ze skórki bobu
- kapary – 2 łyżki (nie miałam, nie dałam)
- czosnek – ząbek
- natka pietruszki, bazylia, szczypior mięta – 3 łyżki
- cytryna – 2 łyżki soku
- oliwa – 2 łyżki
- pieprz – szczypta
Bób należy ugotować, najtrudniejsze i najżmudniejsze jest jego obieranie.
Do bobi dodajemy kapary (nie miałam, nie dałam), starty ząbek czosnku, zioła, które mamy, 2 łyżki soku z cytryny, 2 łyżki oliwy i szczyptę pieprzu.
Wszystko z bobem wymieszać i porozgniatać gdzieniegdzie bób.
Łososia wyłożyć na folię alumioniową i kawałek papieru do pieczenia. Nie słuchałam autorki i położyłam rybę ze skórą.
Rybę solimy, pieprzymy i polewamy 2 łyżkami soku z pomarańczy. Na to wykładamy zieloną mieszaninę z bobem i robimy kleksy z 2 łyżek śmietanki 36%.
Piec w 200 stopniach przez 15 minut. U mnie wyszło dłużej, bo po 15 minutach łosoś był surowy – musicie sprawdzać czy taki stopień surowości akceptujecie. U mnie jeszcze 5 minut siedział w piekarniku, już nie zawijałam go folią, tylko otworzyłam na ciepło i szybko doszedł.
I jak?
Mam być szczera? Nijak na maksa. Ja chyba nie lubię bobu, a miałam nadzieję, że połączenie z moją ukochaną rybą sprawi, że spojrzę na niego przychylniej. I łosoś, jak podejrzewałam, wyszedł dobrze, ale ta cała góra była dla mnie zbędna. Niech się wypowiedzą fani bobu, czy to danie ma ręce i nogi. Ja zjadłam, nawet chłopaków nakarmiłam, zjedli, ale bez ekscytacji, tacy jacyś przygaszeni. Myślałam, że może brak kaparów wpłynął na odbiór tej potrawy, ale nie wierzę w to za bardzo.