Opiekacz halogenowy – kolejna alternatywa dla piekarnika w moim domu

wpis w: blog, Kuchnia, Zakupy | 1

Od 4 lat cierpię na brak piekarnika. Jakoś tam sobie radziłam (prodziż, parowar, przez chwilę piekarnik wielkości mikrofalówki), ale brak piekarnika z prawdziwego zdarzenia mocno doskwiera.
Dlatego rodzina przyszła z pomocą i w prezencie urodzinowym dostałam takie oto cudo:

Opiekacz halogenowy (kojarzący się głównie z telezakupami mango ) to piekarnik z powietrznym tornadem. Często spotyka się też nazwę – kombiwar.
Jak to działa?
W środku wiruje powietrze i przygotowuje potrawę z każdej strony jednakowo.

Ma minutnik i termostat. Zasady działania są dość jasne.

Jedzenie wkładamy do wielkiego szklanego pojemnika, na podstawkę (patrzcie na porównanie – moja dłoń – kurczak – wielkość misy). Podczas pieczenia tłuszcz spływa na sam dół.

Jak widzicie od razu spróbowaliśmy wrzucić do misy kombiwaru całego kurczaka w marynacie. Wyszedł smaczny, skórka chrupiąca, robił się (1,4kg) przez ok 1,5h. To spalone u góry to źle rozprowadzona marynata.

Przemyślenia po pierwszym użyciu:
– duże to to,
– ciężkie to to,
– fajna opcja samoczyszczenia,
– gdy się włącza uderza mocnym światłem (wieczorem w kuchni nie potrzeba lampy tak mocna jest halogenowa poświata),
– Gucio się boi wchodzić do kuchni, gdy widzi to migające światło (światło gaśnie, gdy urządzenie osiągnie pożądaną temperaturę),
– zastanawiam się, czy można do środka włożyć brytfannę lub szkło do pieczenia, bo przecież np. pocięta w plastry marchewka spadnie na dno (a może robić ją w folii aluminiowej)?
– nie ma przepisów w instrukcji, trzeba szukać,
– wszyscy mnie ostrzegają przed rachunkiem za prąd („TYLE to żre prądu, uważaj”).