Brzuch tydzień po porodzie

wpis w: blog, ciąża, dziecko, Pokój Dziecięcy | 0

Urodziłam 09 sierpnia, w 42tc, podczas drugiego dnia wywoływania (podłączają człowieka pod oksytocynę w kroplówce, kładą na porodówce i przychodzą co chwilę z nadzieją, że może rozpocznie się poród). Pierwszy tydzień spędziłam w szpitalu, do domu wypisano nas 14.08.

Dla porównania zdjęcie z 1 sierpnia, w 41tc (potem już po ubrałam tę samą bluzkę, dlatego będziecie widzieli różnicę).

P8011115.JPG

Brzuch
Mogłabym pokazać to zdjęcie i utrzymywać, że tak wyglądam.

P8161846.JPG

Ale to… ściema. Spłaszczenie jest wynikiem założenia pasa od mojej siostry. Założyłam go na próbę, gdy mierzyłam moje rzeczy sprzed ciąży i… równie szybko zdjęłam.

P8161852.JPG

Nie!
Nie mogę w tym czymś oddychać, męczę się. Wolę naturalnie dojść do siebie. Pytałam położną o zdanie. Potwierdziła, że lepiej rzucić to w kąt, karmić dziecko, niech brzuch wystaje – trudno. Jeżeli będę szła NA BAL w ciągu tych 6 tygodni połogu – mogę na krótko ubrać pas, ale tylko wtedy. Nie mam się męczyć. Opowiedziałam o Ewce, o ćwiczeniach, o planie „skalpel” i aż się kobieta uśmiechnęła. Trzeba wyćwiczyć mięśnie, a nie je spłaszczać.

Teraz pokażę Wam prawdę. Zdejmujemy to ustrojstwo…

P8161859.JPG

P8161864.JPG

P8161867.JPG

I w bluzce dla porównania:

P8151690.JPG

P8151695.JPG
Moje odczucia

– przy każdym karmieniu piję szklankę wody (min. 8 dziennie),
– pocę się strasznie, ale to znak, że woda ze mnie wychodzi,
– położna potwierdziła, że macica obkurcza się ekspresowo i karmienie sprawi, że niedługo będę jak modelka, a nawet piękniejsza :D
– krwawienie – skąpo, ale wszystko jest ok, mam się nie zdziwić jak wróci ze zdwojoną siłą wkrótce,
– nawał minął, nie czuję już twardości piersi, Mały ładnie wyciąga pokarm,
– sen – mam w sobie taką moc, że nie mogę spać, nosi mnie, kazałam Michałowi na mnie krzyczeć, żebym szła spać, robię tabelę z karmieniami i ze swoim snem (minimum 6h dziennie, w czasie gdy Mały śpi lub gada po swojemu z tatą), bo nie dopilnuję tego i będzie źle
– jem trochę inaczej niż wszyscy radzą, bo wg położnej mogę jeść to, co jadłam w ciąży (oczywiście minus wzdymające, alkohole, nikotyna, ostre przyprawy, cytrusy, orzechy i gazowane), kontrowersję wzbudzają wśród bliskich pomidory – ale Mały nie jest wysypany, więc jest ok i batonik Pawełek raz na 3 dni (cukier, bleh! nie wolno, ale położna pozwoliła)

Waga i wymiary
Ostatecznie w ciąży przybrałam z 67kg do 83,3kg, czyli 16,3kg.

Po tygodniu na wadze zobaczyłam ok 74kg (waga w ubraniu, bo nie zamierzam dać się zwariować).

P8171982.JPG

Do wagi sprzed ciąży:
7kg

Wymiary:
brzuch – 94cm
udo – 55cm
biodra – 99cm
biust – 104cm (mega Pamela :D)

 

Naje tego tygodnia

1. NIANIA
Bez dwóch zdań. Hit. Nic dodać nic ująć.
Leży w łóżeczku, a ja słyszę w kuchni Małego, widzę kiedy się rusza, słyszę kiedy ryczy wniebogłosy. Nie biegnę do łóżeczka z wywieszonym jęzorem, rozróżniam płacz na siku, na kupę, gugloty, śmiechy i inne odgłosy.

P8151716.JPG

2. PSIKACZ TANTUM ROSA
Większość pierwszego tygodnia spędziłam z szpitalu, gdzie warunki sanitarne nie pozwalały na podmywanie się za każdym razem, gdy korzysta się z toalety. Ktoś z Was, kiedyś poradził, żeby do zraszacza nalać przegotowanej wody, dodać saszetkę tantum rosa i psikać na ranę przy każdym korzystaniu z toalety.
W szkole rodzenia mówili, że to mit, woda święcona, bujda. Ale mi ta bujda pomogła utrzymać higienę w szpitalu i przynosiła uglę (TR ma działanie przeciwbólowe).

P8171992.JPG

3. RĘCZNIKI PAPIEROWE 6w1 z biedry
Takie za 6,99 zł.
Ludzie, one mnie uratowały. Są wydajne. Psikamy tym u góry ze zraszacza, uśmierzamy ból i osuszamy się ręcznikiem. Alleluja i do przodu. Ręcznik ma mnóstwo zastosowań o których nie miałam pojęcia i naprawdę starczył 1 na cały pobyt w szpitalu. Ba! On jeszcze wrócił ze mną do domu i służy dalej!

4. SUSZARKA
Ile tego prania. Wszystko, co dostał Mały leci do prania, nasze ubrania, w domu nie ma przeciągów, więc ubrań schodzi od groma, Mały nie ulewa mocno, ale przebieramy go z rozsądkiem i sterta prania rośnie. Ikeo, dziękuję za tę suszarkę.

P8151703.JPG

5. TYLKO I WYŁĄCZNIE ALWAYS
No cóż. POdkłady tramwaje to swoją drogą, ale gdy już krwawienie się powoli unormuje polecam Alwaysy. Nie żadne Belle, Happy i inne Naturalsy, tylko Alwaysy. Dlaczego? Bo wszystko nas ciągnie, boli, obkurcza się na samą myśl o dziecku i te podpaski działają jak w reklamie. Chłoną, nie wysuszają, zmieniają się w żel, a nie trzymają wszystkiego na górze. Są genialne (a dla mnie to nowość, zazwyczaj używałam tamponów) na drugie, po podkładach wkładki.

P8171994.JPG

6. ZIAJA DO BRZUCHA
Jaki ten kremo-muso-coś ma poślizg, jakie to jest miłe w użyciu. Ludzie! Smaruję się po brzuchu z uśmiechem na ustach przy każdej wizycie w łazience. Nie wiem, czy działa, ale humor zdecydowanie poprawia.

P8171986.JPG

7. MYDŁO DLA NAS I DLA GOŚCI
Goście idą, goście idą – jeden z pałą drugi z dzidą.
I goście dotykali różnych rzeczy, dlatego zaraz po zdjęciu butów zapraszamy wszystkich do łazienki. Stoi tam mydło i ręcznik papierowy (nowe użycie!). A potem można iść do dziecka.

P8171990.JPG

8. ROGAL – nowe funkcje
Do Mothercare napiszę chyba list dziękczynny. Moja poducha jest używana, kupiona za 50 zł i uważam, że jest to NAJLEPIEJ WYDANE 50 zł w moim życiu!
W ciąży spałam przy rogalu, a teraz służy on jako podpórka do karmienia, na chwilę otoczenie dla Małego, gdy np. leży i na mnie patrzy.
O rogalu i pozycjach do karmienia zrobię oddzielny wpis (ten blog chyba zmieni nazwę na dziecięcy :D).

P8161913.JPG

Momenty tygodnia
– po porodzie, gdy Michał spóźnił się na przecięcie pępowiny o minutę (zadzwoniłam o 14:01 do niego, o 14:10 urodziłam, wszedł na oddział minutę po) i usłyszałam jego ciepły i kochany głos, w tle płacz Pawła – było mi tak błogo i spokojnie na duszy jak nigdy w życiu
– nerwy – ja zmęczona, na ostatnich nogach czyszcząca lustro (taa…) i Michał, którego muszę instruować i mówić gdzie co jest – wydawać komendy, drażni to jedną i drugą stronę, po 24h w domu przeszło mi i jemu, ustawiliśmy porządek i system działania i jest ok, nie drzemy się na siebie, jesteśmy spokojni, co nie zmienia faktu, że po pierwszej nocy Michał zastał rano taką listę rzeczy do zrobienia natychmiast i ganiał po mieście, żeby na koniec usłyszeć, że spierniczył sprawę i kupił złą rzecz (a kupił dobrą), dałam mu w kość w tym pierwszym dniu mocno

P8151706.JPG

– obraz Michała szykującego dla mnie jedzenie pt. „dieta żelaznej matki karmiącej”, poruszającego się po kuchni, biegnącego do sklepu, działającego na palnikach, parowarze, opiekaczu halogenowym, blenderze i tarce w tym samym momencie

P8151746.JPG

– Gucio witający mnie w domu jakbym wróciła po długiej podróży (bo wróciłam)

P8141685.JPG

Paweł
– pierwsze zdjęcie – Michał
– pierwszy filmik – Michał
– pierwsze ubranko – Michał
– pierwsza pielucha – Michał
– pierwsze beknięcie – Michał
– pierwsza kąpiel – Michał
– pierwsze pociągnięcie za włosy – Gosia
– pierwsza kupa na ubraniu – Gosia
– pierwsze siuśki na ścianie – Pani Ewa, położna
– pierwsze karmienie – Gosia
– pierwsze noszenie – Michał

Do załatwienia w tym tygodniu
– cieszyć się szczęściem we czwórkę
– kupić w Triumphie stanik do karmienia (jak to powiedziała mi Pani położna na patologii ciąży „afrykańskie piersi nie są w modzie Pani Małgosiu, proszę spać w biustonoszu”)
– spać min 6-8h dziennie, słuchać męża, mamy, siostry i Was

I na koniec coś, co sobie zażyczyłam i było na liście do kupienia. Małe kwiatki, drobne kwiatki do wazoniku na stół. Bo lubię. Ot co.

P8161835.JPG