Jak pokonałam anemię, czyli dieta „żelaznej matki”

Kiedy mówimy o anemii?
Tuż po porodzie, na skutek utraty krwi miałam hemoglobinę – poziom 8. Czułam się osłabiona, zmęczona, ale nie przyjmowałam swojej niedyspozycji do wiadomości i dawałam z siebie 300% mocy.
Z pomocą przyszła rodzina, wyczytali w jakich produktach występuje żelazo, z czym je łączyć, przywieźli mi do szpitala ogromne ilości jedzenia. Zjadłam dosłownie WSZYSTKO (tak byłam głodna).

Po 2 dniach kuracji mojej mamy opuściłam szpital z hemoglobiną na poziomie 9,3 (standard to 12) i zaleceniem spożywania żelaza w tabletkach.
Po 20 dniach od porodu na skutek przyjmowania Hemoferu i wzbogacenia diety w żelazo zobaczyłam takie wyniki:

Fe.png

Jak widzicie wszystko jest w normie, nie ma czego leczyć :)
Przez kolejne 2 miesiące muszę uważać na siebie, przyjmować żelazo i skontrolować swój stan.

Przypomnę.

Gdzie jest żelazo?
W domu postanowiliśmy na własną rękę wzbogacać moją dietę w żelazo. Poczytałam i okazało się, że ogólna zasada jest taka, żeby *jeść mięso* (indyk, cielęcina, wieprzowina, podroby, dorsz, morszczuk), bo Fe z mięsa jest bardziej przyswajalne, ale i warzywa i inne (mniej przyswajalne, ale dobrze też je spożywać: buraki, zielone warzywa, zółtka jajka, pieczywo pełnoziarniste, suszone owoce, dynia, słonecznik itp.).

Problem z wchłanialnością żelaza
Druga zasada to to, że Fe samo się nie wchłonie. Potrzebuje pomocy w postaci wit. C (brokuły, czerwona papryka, natka pietruszki, czarne porzeczki, pomidory, ziemniaki), B12, B6, kwasu foliowego (mięso, zielone liściaste, banany). Dlatego, gdy jemy coś bogatego w żelazo, należy to łączyć z produktami bogatymi w powyższe witaminy.

Żelazo wypłukują szczawiany (szczaw, rabarbar, czekolada), fosforany (rzeczy w proszkach), kawa, herbata, produkty bogate w błonnik i nabiał. Z tego zrezygnować!

A co z dietą matki karmiącej?
Dzisiaj powstrzymuję się jedynie od rzeczy, które na mnie samą działają wzdymająco (groch, fasola, kapusta) i cytrusów (orzechy i miód już próbowałam, jest ok). Wszystko, co jadłam w szpitalu było dobrze przyjęte przez dziecko, nie powodowało alergii.

Przykład szpitalnego śniadania:

P8131581.JPG

Przykład szpitalnego obiadu:

P8141628.JPG

Niby nie można słodyczy, nie można szczawiu ani zbyt mocno przyprawionych potraw, powinno się unikać surowizny (surówki), ale to nam dawali w szpitalu i wyszłam z założenia, że nie dam się zwariować i skoro mój syn zaakceptował te dania, to w domu traktujemy je jako bazę.

Spisałam sobie (spisujcie!) menu szpitalne, które było zaskakująco mocno urozmaicone i kontynuowałam jedzenie w domu. Każdego dnia wprowadzałam coś nowego i po kilku godzinach oglądałam skórę syna, sprawdzałam stan brzucha (czy wzdęty) i stąd czerpałam wiedzę co mogę, a czego niekoniecznie.

Ale wróćmy do żelaza.

Pokrzywa
Dostałam od mamy pokrzywę z działki. Zaparzyłam ją i piłam jako herbatkę.

P8151758.JPG

Kupiłam liść pokrzywy w aptece i dodawałam do wszystkiego. Do ziemniaków, do kanapek, do mięs jako przyprawę.

P8200478.JPG

Wątróbka
Dużo żelaza mają podroby. Ale z uwagi na obecność i zdolność magazynowania metali ciężkich nie należy ich jeść za często.
Najprościej było kupić wątróbkę i zapiec ją z jabłkami (bez cebuli, bo podobno zmienia smak mleka jak czosnek – wolałam pierwszego dnia nie dodawać produktu, przez który syn odrzuciłby mleko).

P8210713.JPG

Nie można kawy
Ok, przerzuciłam się na zbożówkę. Nawet smaczna. Nie daje kopa, ale aktualnie kop mi niepotrzebny. Potrzebne mi żelazo i nie zależy mi na wypłukiwaniu go.

P8151712.JPG

Buraki – codziennie szklanka soku
Początkowo nie miałam pojęcia jak zrobić sok z buraków bez sokowirówki, więc zrobiłam po swojemu.
Ugotowałam buraki (bez sensu, lepiej było nie gotować, tylko brać surowe). Z części zrobiliśmy surówkę do obiadu.

P8151756.JPG

Z drugiej połowy przecierowy sok.

P8151754.JPG

Potem pojawiła się sokowirówka i problem soku rozwiązał się sam.
Polecam połączenie buraka z jabłkiem. Świetnie smakuje!

P8180230.JPG

Śniadania
Starałam się jeść szynkę lub jakieś chude mięso i łączyć je z witaminą C (na czuja dodawałam pomidory, sałatę, czyli coś co wydawało mi się, że może posiadać wit. C, całość posypywałam pokrzywą z torebki).

P8230798.JPG
P8190368.JPG

Pasztet też został wykorzystany jako wędlina śniadaniowa:czytaczka.pinger.pl/m/19782831

Obiady
Wiedziałam, że żelazo jest w chudym mięsie, czerwonego podobno nie powinno się jeść karmiąc (wolałam w pierwszych dniach nie ryzykować). Dodatkowo odradzano smażenie. Zostało mi gotowanie, parowanie i pieczenie.
Starałam się jeść tak, żeby na talerzu zawsze znajdowały się: mięso (Fe), warzywa (wit. C) i ryż/makaron/ziemniaki (tu są różne teorie, podobno pełnoziarnisty makaron ma dużo Fe, a ziemniaki to już moja fanaberia, bo je kocham nad życie).

P8151752.JPG

Uparowany kurczak posypany bazylią i pokrzywą, surówka z marchwi i jabłka, 2 ziemniaki uparowane.

P8151827.JPG

Rosół (a udka, na których został zrobiony zostały jeszcze podpieczone i były obiadem na drugi dzień).

P8170126.JPG

Podpieczone udka z rosołu wraz z marchewką (też z rosołu). Pycha!

P8220770.JPG

Pieczony kurczak:

P8180333.JPG

Uparowany łosoś (podobno w rybach jest dużo Fe) – niestety nie został przyjęty z entuzjazmem przez nasze dziecko :(

P8190414.JPG

Pomidorowa (na drugi dzień z rosołu).

P8200479.JPG

Upieczony (chyba?) indyk z pomidorami, ziemniakami i natką pietruszki.

P8200496.JPG

Pieczone udka posypane pokrzywą.

P8250955.JPG

Do rosołu mama przywiozła lubczyk <3

P8210603.JPG

Od razu smakuje lepiej!

P8210672.JPG

Słodkie
Ciągnie mnie do słodkiego. Początkowo wyczytałam, że przy uzupełnianiu żelaza nie wolno objadać się słodyczami.
Jadłam więc to, co dawano nam w szpitalu – pieczone jabłka.

P8210602.JPG
P8210601.JPG
P8180237.JPG

Banany – gdy jest ochota na przekąskę.

P8200473.JPG

Biszkopty – gdy już nie mogłam wytrzymać.

P8210679.JPG

Pomijam fakt, że Michał przywoził mi do szpitala słodkie batoniki, które nieświadomie jadłam z wielkim apetytem :p

Podsumowanie
Nie jestem dietetykiem, nie jestem specjalistą od jadłospisów. Potrzebowałam bomby żelaznej i szybkiego powrotu do siebie. Przepis jak to zrobiłam macie powyżej. Zaznaczam, że dodatkowo brałam 2 razy dziennie Hemofer (silny preparat, stare żelazo; lekarz, u którego byłam, stwierdził, że problemy syna z trawieniem mogą być spowodowane właśnie przez ten preparat i szybko zmienił go na Biofer, coś co brałam w ciąży i tak mocno nie uderza w układ pokarmowy).

Teraz, po 20 dniach jem w miarę normalnie. Codziennie piję sok z buraka (pycha! ja tam żadnej ziemi nie czuję), jem mięso i łączę je z wit. C (jak czytaliście, na czuja, intuicyjnie).

Czego nie robię?
– nie piję kawy (1 herbatę dziennie) – wypłukuje Fe
– nie jem produktów wzdymających – bo karmię
– nie jem głęboko smażonego – bo karmię
– nie piję napojów gazowanych – bo karmię
– nie jem cytrusów – bo karmię (ale w niedalekiej przyszłości robię test pomarańczy i mam nadzieję, że włączę cytrusy do jadłospisu),
– nie przyprawiam mocno potraw – bo karmię (to samo co powyżej – zrobię test curry i papryki i zobaczymy :) ).

Jak widzicie moja dieta jest bardziej ukierunkowana w stronę żelaznej. Gdybym nie miała anemii wystarczyłoby tylko wprowadzać każdego dnia coś nowego i spokojnie obserwować dziecko.

To wszystko, co napisałam w odniesieniu do diety mamy karmiącej ma sens tylko wtedy, gdy nasza pociecha nie ma kolek. Po 3 dniach cierpień syna byłam skłonna odstawić WSZYSTKO, co jem, byleby ustąpił ten twardy i wzdęty brzuch. Rozumiem zrozpaczone mamy, które jedzą jedynie ryż i kurczaka. Gdybym miała w domu ciągłe problemy z kolkami i zarwane noce też bym tak jadła. Na szczęście póki co Młody jest gruboskórny, alergie się go nie imają (tfu, tfu!) i po odstawieniu mojego szpitalnego żelaza-kosy odnotowaliśmy ogromną poprawę.

Facebooktwittergoogle_plus