O łyżeczce, którą wszyscy lubimy

wpis w: blog, dziecko, jedzenie, Pokój Dziecięcy | 0

Po 3 miesiącach codziennego podawania stałych posiłków mam pewne spostrzeżenia na temat łyżeczek.

Mam w domu 3 rodzaje łyżeczek do karmienia.

chudy Hipp
Tuż po powrocie ze szpitala Hipp przysłał nam informację o rozszerzaniu diety i łyżeczkę gratis. Nie narzekałam i nie myślałam o zakupie innych do momentu, gdy moje dziecko siedziało prawie nieruchomo podczas jedzenia. Wraz z coraz częstszymi ruchami rąk i nóg sytuacja uległa zmianie. Łyżeczka lądowała na tyłach podniebienia, była za chuda i jakaś taka jakościowo niezadowalająca.

grubszy Tommee Tippee
Wtedy kupiłam łyżeczki z grubą rączką TT.

Porównanie nie pozostawia wątpliwości – chudy Hipp został wyparty przez nowe łyżeczki. Następnie używaliśmy sobie 4 nowych grubasów.

zakrzywiona No name
Ktoś z gości przyniósł ze sobą w prezencie łyżeczkę i widelec dla Pawła.
– Po co nam nowa łyżeczka? Przecież już mamy grubaśne i są ok – pomyślałam.
Rozpakowałam prezent i odłożyłam w kąt łyżeczkowy.
Po kilku dniach zauważyłam, że wybieram do jedzenia właśnie ją.

Dlaczego?
Krzywizna ułatwia mi podawanie posiłków (jest wygodniejsze niż prosta łyżeczka), kulka zapobiega zakrztuszeniu i syn może próbować jeść samodzielnie. Pasuje mi bardzo.

A to widelec:

Wpis ma cel informacyjny. Nie widziałam u nikogo zakrzywionej łyżki i pewnie gdybym sama nie dostała jej od gości w prezencie nie miałabym pojęcia o istnieniu takiej opcji i zostalibyśmy przy grubasach z TT.