O tym jak się bili Sylar z Sherlockiem

wpis w: blog, obejrzane, Salon | 0

Byliśmy wczoraj na przedpremierze Star Trek.

Co za rozrywka (głównie dla kobiecych oczu)!

Wyobraźcie sobie trio: Sherlocka (ten zły – ale on ma głos!), niebieskookiego spryciarza Kirka (chyba mu soczewki włożyli, bo te oczęta aż się mieniły błękitem) i najprzystojniejszego aktora ostatniej dekady – Zacharego Quinto (jako Spock nie był może zbyt pociągający, ale w mojej pamięci i tak to jest Sylar).

Jeżeli chodzi o tego ostatniego pana, to dla niego jestem w stanie obejrzeć jeszcze raz serial Heroes! Najlepszy zły charakter ever!

A Star Trek?
Miło, sympatycznie i poprawnie. Akcja goni akcję, wybuchów tu jak rodzynków w cieście, kapitan Kirk spada zawsze na 4 łapy i nawet 3D nie przeszkadza. W recenzjach czytam, że chodziło o humanistyczno-pacyfistyczno-egalitarne przesłanie (którego podobno było mało). Jako star trekowy laik napiszę, że coś tam pacyfistycznego może by się i znalazło, ale odbiór głębszego przesłania filmu przysłoniła mi uroda aktorów