„Ważne jest, żeby znać swoje dziecko”

wpis w: blog, dziecko, Pokój Dziecięcy | 0

Nie chcę się odnosić do sprawy szczepień, bo to jest decyzja indywidualna każdego z rodziców. Tak naprawdę to Wy podpisujecie zgodę na szczepienie dziecka i ostatecznie to Wy będziecie przebywać z dzieckiem po szczepieniu.

Moje, w zasadzie świeże, doświadczenie pokazuje, żeby szczepić z głową. Myśleć do przodu, gdzie np. po mmr trafi nasze dziecko. Ustawiać te szczepienia raczej nie wtedy, gdy wokół jest mnóstwo zarazków. Ale to moja prywatna opinia.

Chciałabym się odnieść do wpisu Ilony i do fragmentu:

„Przy tym wszystkim, w moim odczuciu, ważne jest, żeby znać swoje dziecko, wiedzieć, jak zachowuje się, kiedy źle się czuje, jaka jest jego zwyczajna temperatura ciała (wbrew pozorom nie jest to dla wszystkich 36,6 stopni) i jak reaguje na gorączkę, będą dzieci które przy 38,5 stopnia nadal będą pogodne, będą i takie, które przy takiej temperaturze dostaną drgawek.”

W przypadku moich mężczyzn w domu właśnie zaobserwowałam to, że temperatura 38 jest taką, przy której pojawiają się dreszcze gorączkowe, majaki, spada na łeb na szyję chęć do życia, pojawia się marudzenie, często katar.

Ktoś z boku słysząc, że dziecko (lub ojciec) ma 38 stopni, a ja panikuję puka się w czoło. Nadwrażliwa matka, no jakaś panikara, przecież mówi się, że 38 to dopiero start choroby. A ja wiem swoje. Wiem jak Michał wygląda przy tej temperaturze i już niestety też wiem jak wygląda Paweł. U nas w ruch idą zbijacze ciepłoty ciała nurofen i paracetamol (zakładka w przypadku powracającej temp).

Pediatra Pawła początkowo traktował mnie właśnie jak matkę nadwrażliwą, ale teraz, gdy dziecko dwukrotnie właśnie z 38 stopni trafiło do szpitala, już nie komentuje w żaden sposób moich obserwacji. Zna historię dziecka, zna jego tatę, wierzy jakoś tam w moją intuicję. Jednak gdy trafiamy do innego pediatry, który dziecka nie zna, zazwyczaj pojawia się komentarz, że taka temperatura to nie temperatura (w szpitalu też były takie komentarze przy przyjęciu) i żeby spokojnie obserwować dziecko. Zgadzam się, u zdecydowanej większości dzieci to jest niski wynik, w naszym przypadku to wynik zły i trzeba działać.

Dlatego Ilona ma rację, każde dziecko jest inne. A kto zna je lepiej niż rodzice? Czasami nie ma sensu słuchać internetów w kwestii zdrowia, to matka i ojciec mają „czuja”, znaleźć pediatrę, który dziecko pozna i będzie kojarzył wśród swoich pacjentów i podejdzie do sprawy indywidualnie. I lepiej iść na wizytę i usłyszeć „spokojnie, nic się nie dzieje” niż całą noc odchodzić od zmysłów.